wtorek, 18 czerwca 2013

Rozdział 1

Usiadłam zrezygnowana na kanapie i wpatrywałam się w ścianę jakby była jakimś ciekawym przedstawicielem fauny w zoo. Nigdy nie czułam się tak dziwnie jak wtedy. Można by rzec, że to właśnie Niall zadziałał tak silnie na moją osobę, a może tylko mi się wydawało? Sama nie wiem. Ten chłopak różnił się od innych facetów i dało się to zauważyć nie tylko w jego wyglądzie, ale także w sposobie bycia. Miałam z nim styczność zaledwie pięć minut, ale to i tak było wystarczająco dużo, żeby poczuć jego prawdziwą osobowość. Przynajmniej tak mi się wydawało. Pełno dziwnych myśli krążyło w mojej głowie, normalnie pewnie dalej głowiłabym się nad jego osobom, ale ciszę w mieszkaniu przerwał sygnał SMSa. Jak oparzona sięgnęłam po iPhone'a znajdującego się w tylnej kieszeni moich spodenek, przesunęłam palcem po rozbitym wyświetlaczu i odczytałam wiadomość.

Od: Megan
Gdzie ty się podziewasz?
Z dziewczynami już na
ciebie czekamy. Musimy
przygotować wszystko
do dzisiejszej imprezy.


Wtedy zdałam sobie sprawę, że przez uroczego blondyna zapomniałam o Bożym świecie, a co gorsza o najważniejszej imprezie tegorocznych wakacji. Pewnie większość ludzi patrzyłaby na mnie dosyć krzywo, gdybym się tam nie pojawiła zwłaszcza, że byłam jedną z organizatorek. Pobiegłam szybko do swojego pokoju by zabrać do plecaka kilka odpowiednich ciuchów na dzisiejszą okazję, międzyczasie skoczyłam jeszcze do łazienki, żeby poprawić makijaż i zeszłam na dół, żeby powiadomić mamę o wyjściu. Całe szczęście, że była dosyć wyrozumiała i nie trzymała mnie pod kluczem więc swobody miałam aż zanadto.
- Wychodzę do Megan. Będę u niej nocować więc zapewne zobaczymy się dopiero rano ewentualnie dopiero jak wrócisz z pracy. Biorę skuter. - Powiedziałam nakładając w tym czasie bordowe Vansy. Z szerokim uśmiechem wybyłam z mieszkania i ruszyłam prosto do swojego ukochanego Ryszarda (tak zwykłam nazywać swój jednoślad), pogłaskałam go po przednich światłach i przy okazji błagałam go, żeby tym razem mnie nie zawiódł. Na całe szczęście kiedy przekręciłam kluczyk w stacyjce wszystko działało jak należy. Przynajmniej byłam pewna, że tym razem dojadę w całości do domu mojej najlepszej przyjaciółki. Już kilka razy przez ten diabelski skuter miałam nie małe problemy, ale tak to właśnie jest jak nie stać cię na porządny sprzęt i musisz radzić sobie z takim, a nie innym złomem. Przejeżdżając tuż obok domu Niall'a, zerknęłam w stronę budynku, ale niestety na podjeździe nie było czarnego Jeep'a. Ciekawiło mnie gdzie chłopak się podziewał, ale przecież w sumie to nie była moja sprawa. Po dobrych piętnastu minutach jazdy dotarłam w końcu do upragnionego celu jakim było domostwo Megan, zaparkowałam za tyłem budynku i kiedy zeszłam ze skutera skierowałam się prosto do drzwi. Nawet nie traciłam czasu na pukanie, sięgnęłam po gałkę i przekręciłam ją, żeby wejść do środka.
- Megan! Jestem! - Krzyknęłam na całe gardło i zaczęłam rozglądać się za znajomą rudą czupryną mojej przyjaciółki. Parę sekund później znajoma twarz pełna piegów wychyliła się przez drzwi prowadzące do kuchni. Nie stać mnie było na nic więcej jak tylko sympatyczny uśmiech w jej kierunku.
- Co wy tam robicie? - Zapytałam zaciekawiona i natychmiast udałam się w stronę Megan i reszty towarzystwa, czyli jak mniemam Camille i Wendy.
- A jak ci się wydaje, blondasku? Szykujemy trochę napojów. - Oczywiście zdawałam sobie sprawę, że dziewczyna wcale nie mówi o pomarańczowych soczkach tylko o czymś mocniejszym, spojrzałam jej przez ramię, wyłapując błękitem swoich tęczówek kilkanaście butelek whisky, wódki i do tego chyba z sześć zgrzewek piwa.
- Czy ciebie całkowicie posrało? Jak policja tutaj przyjedzie to wszyscy będą mieć przejebane. - Porozglądałam się jeszcze chwilę po pomieszczeniu, sprawdzając czy aby na pewno nie ma tutaj więcej trunków. Na całe szczęście chyba w nic innego Megan nie zdążyła się zaopatrzyć.
- To akurat nie moja wina. Brat Wendy przesadził z piwem bo stwierdził, że jak się bawić to bawić i dostarczył nam jeszcze kilka dodatkowych zgrzewek. - Rudzielec natychmiast zgromił siedzącą na blacie szatynkę, która oczywiście trochę się zarumieniła. Była niesamowicie nieśmiała i aż dziw, że w ogóle chciała nam pomóc w organizowaniu tego przyjęcia.
- Dobra, dobra. Ale przed północą to na pewno wszyscy zaliczą zgony. - Przewróciłam oczami. - Czym mam się zająć? - Mój zapał do pracy był wyczuwalny na kilometr. Sama nie wiem czy to wakacje tak na mnie wpłynęły czy fakt, że moim sąsiadem jest niesamowity przystojniak, na którego widok miękną mi kolana. Poczułam gorąco uderzające na moją twarz i jestem pewna, że policzki oblały się pokaźnych rozmiarów rumieńcami. Dziewczyny jednak tego nie zauważyły bo każda była zajęta swoją pracą.
- Idź poustawiaj stoliki i krzesełka na zewnątrz. Camille ci pomoże. - Megan popchnęła dosyć mocno w moją stronę Camille i obie o mało nie wywróciłyśmy się na twarde kafelki.
- Ej. Uważaj sobie ruda! - Pokazałam jej język i ruszyłam do tylnego wyjścia z domu w ślad za Cam, która tak samo jak ja u Meg czuła się jak u siebie. Dosyć szybko znalazłyśmy się na zewnątrz gdzie czekały już na nas meble do rozstawienia. Porozglądałam się wokół basenu i chwyciłam pierwszy stolik by ustawić go w miejscu gdzie miał grać nasz imprezowy DJ, czyli Zajebisty-Brat-Wendy-Który-Przesadził-Z-Piwem-Na-Dzisiejszy-Wieczór. Z konsoletą, głośnikami i całą resztą będzie musiał niestety sam sobie poradzić bo stety albo i nie, nie jestem jego służącą i na pewno w najbliższym czasie nie zamierzałam nią być. Camille zabrała się za ustawienie stolików, na których miała stać cała sterta alkoholu i czegoś do jedzenia. Gdzieś w środku czułam, że ta impreza to będzie coś czego w Devon raczej nikt się nie spodziewał. Była to zazwyczaj cicha mieścina, w której szczekanie psa wywoływało wielkie zdziwienie więc głośna muzyka i tłum wrzeszczących nastolatków to dopiero będzie powód do zawału dla niektórych staruszek. Po kilkunastu minutach poradziłyśmy sobie z ustawianiem wszystkiego i wreszcie na spokojnie mogłyśmy zacząć się szykować. Dziewczyny przygotowały całą resztę kiedy ja byłam zajęta powitaniem Niall'a, o którym jeszcze nie zdążyłam im wspomnieć. Jestem pewna, że za jakiś czas na pewno będą miały z nim styczność zwłaszcza, że mieszkał obok mnie, a Cam, Meg i Wendy dosyć często mnie odwiedzały. W sumie to można by się pokusić o nazwanie ich drugimi domownikami. Moja mama uwielbiała ich towarzystwo, uważała je za przyjazne nastolatki, którymi faktycznie były. Oczywiście czasami nawet one potrafiły być wredne i nie raz się pokłóciłyśmy, ale zazwyczaj po kilku godzinach znowu było wszystko w porządku. Jednak nie pora na to, żeby rozmyślać nad naszą długoletnią przyjaźnią. W tej chwili najważniejszym aspektem było przyszykowanie się na imprezę, do której zostało tak niewiele czasu. Złapałam za rękę Camille i pociągnęłam  ją w stronę salonu gdzie spokojnie usiadłyśmy na sofie.
- Megan! Wendy! - Zaczęłyśmy wołać bo znając tamte dwie na pewno się z czegoś nabijały zamiast robić coś pożytecznego. Nie zdziwiłabym się, gdyby któraś z nich wyczołgała się z kuchni ubrudzona w mące, kakao, jajkach czy czymkolwiek innym. Przykładów w sumie można by mnożyć i mnożyć. Sekundę później obie wylazły z kuchni i ze śmiechem usiadły na podłodze.
- Czego? - Megan nie mogła powstrzymać chichotu i co jakiś czas jej twarz lądowała na ramieniu obok siedzącej szatynki.
- Jeszcze godzina do imprezy i nie wyglądamy zbyt dobrze. - Camille spojrzała na swoją ubrudzoną bluzkę, którą zapewne włożyła na potrzeby organizacyjne, a na jej twarzy namalował się lekki grymas. Szturchnęłam więc ją zaczepnie w bok i szeroko się uśmiechnęłam.
- Jak zwykle pewnie będziesz wyglądać najlepiej z nas, mimo że będziesz się najkrócej szykowała. - Powiedziałam pocieszająco i jednocześnie zgodnie z prawdą. Nigdy nie okłamywałam moich przyjaciółek tym bardziej w kwestii ubierania się. W końcu to najważniejszy aspekt dla płci pięknej. Oczywiście było też kilka innych rzeczy, w których z mówieniem prawdy się nigdy nie wahałam. Ale chyba łatwiej byłoby mi wymienić te, w których wyznanie prawdy jest niebywale trudne.
- Już starczy tych komplementów w moją stronę, Caren. To i tak za tobą będą się oglądać wszyscy kolesie. - Przewróciła oczami bo była pewna tego co mówi. Nie wiem czemu to chłopcy zazwyczaj oglądali się za mną choć ja raczej byłam całkowicie przeciętna. Camille, Megan czy nawet nieśmiała Wendy były ode mnie sto razy piękniejsze. Miały typowe kobiece kształty, a ja byłam najzwyczajniejszą siedemnastolatką pod słońcem. Jednak nigdy na głos nie mówiłam o tym co mi się w sobie nie podoba. Wtedy popadłabym zapewne w kompleksy czego naprawdę bardzo nie chciałam.
- Dość tego gadania. Czas się szykować. - Uśmiechnęłam się szeroko i sięgnęłam po swój plecak gdzie znajdowało się kilka ubrań, z których miałam wybrać swój dzisiejszy zestaw. Nie czekając na to aż dziewczyny raczą wreszcie ruszyć swoje tyłki skierowałam się do łazienki. Zamknęłam się na klucz i spojrzałam do plecaka. W środku znajdowała się para jeansowych szortów, różowy top i obcisła czarna sukienka bez ramiączek. Moja dłoń natychmiast sięgnęła po ten ostatni egzemplarz. Kiecka była na mnie za mała o dwa rozmiary i w swoim życiu założyłam ją tylko raz, ale była naprawdę świetna i nie potrafiłam zostawić jej na dnie szafy. Z wielkim trudem wcisnęłam się w sukienkę i z ulgą odetchnęłam. Nie było najgorzej choć oddychanie przysparzało mi niemało problemów. Rozpuściłam włosy z niedbałego koka, loczki jakby tylko na to czekały i odetchnęły na moich ramionach, przeczesałam je z pełną delikatnością palcami. Nie narzekałam na swoje włosy bo zawsze układały się tak jak w danej chwili sobie tego życzyłam. Sięgnęłam po lakier stojący na szklanej półce przede mną i spryskałam moją odrobinę niedbałą fryzurę. Poprawiłam oczy eye-linerem i byłam gotowa. W sumie to wyglądałam całkiem nieźle, miałam tylko nadzieję, że taki strój nie przyciągnie zbyt wielu wścibskich facetów w dodatku tych najbardziej pijanych. Poprawiłam jeszcze raz swoje blond pukle, a ubrania umieściłam gdzieś w kącie łazienki. Jestem pewna, że Megan nie będzie przeszkadzało moje małe rozgoszczenie się w jej mieszkaniu. Do pełni szczęścia brakowało mi tylko wygodnych butów. Ruda na pewno ma coś w swojej garderobie, najwyżej całą noc przetańczę w moich ukochanych Vansach, które przeżyły już sporo imprez i nadal trzymały się dobrze. Wychodząc z łazienki do moich uszu dotarły dźwięki pierwszych piosenek. Zapewne braciszek Wendy - Jeremy już się tutaj pojawił. Nic sobie z tego nie zrobiłam i ruszyłam na górę do pokoju Meg. Bez pukania wlazłam do środka i natychmiast skierowałam się do jej szafki z butami.
- Zabieram ci czerwone baleriny. - Uśmiechnęłam się i odszukałam wybraną parę obuwia, która kilka chwil później już znajdowała się na moich stopach. Dopiero teraz spostrzegłam jak moja przyjaciółka ślicznie wyglądała. Bez słowa rzuciłam się na jej szyję. - To będą najlepsze wakacje. - Ucałowałam ją w policzek i szarpnęłam ją delikatnie za ramię kiedy już się od niej odkleiłam.
- Wiem, słońce. - Wymruczała w moim kierunku i posłusznie udała się ze mną na dół. Camille i Wendy już tam stały. Zrobiłyśmy jeszcze zbiorowy uścisk i teraz to na pewno byłyśmy gotowe na imprezę i co najważniejsze na wakacje, które dzisiejszego dnia się rozpoczęły. Wybyłyśmy tylnymi drzwiami do ogrodu gdzie już pomału zjawiali się pierwsi goście. Grzecznie z dziewczynami zaczęłyśmy wszystkich witać. Wtedy mój wzrok wychwycił znajome głębokie, pełne emocji spojrzenie niebieskich tęczówek. Tych oczu się nie zapomina. Należały one do mojego nowego sąsiada. Kiedy spojrzałam w tamtym kierunku ponownie zauważyłam jak usta mojej rudej przyjaciółki wpijają się w jego. Niewidzialna gula stanęła mi w gardle. Czułam się oszukana choć tak naprawdę nic mnie z Niall'em nie łączyło. Przeczesałam nerwowo włosy i odciągnęłam Wendy na bok. Dogadywała się dość dobrze z Megan więc żywiłam poniekąd nadzieję, że wyjaśni mi co się dzieje.
- Co to za chłopak, z którym przed chwilą całowała się Megan? - Zapytałam prosto z mostu. Chciałam uzyskać odpowiedź jak najszybciej bo na pewno będzie mnie to dręczyło do końca dzisiejszej imprezy, jeśli nie dowiem się o co w tym chodzi w tej chwili.
- Nie znasz Niall'a? Przecież Meg tyle razy o nim wspominała. Przeprowadził się do Devon specjalnie dla niej. - Wtedy dopiero poczułam się strasznie. Zaczął podobać mi się chłopak mojej najlepszej przyjaciółki. W tym czasie kiedy usłyszałam słowa szatynki strzeliłam sobie niewidzialny cios w twarz. Dlaczego byłam takim okropnym słuchaczem? Pewnie gdybym lepiej słuchała rzeczy, które ma mi do przekazania Meg i cała reszta teraz bym tak nie cierpiała.
- Dzięki, Wendy. Idę usiąść bo od witania tych wszystkich ludzi trochę się zmęczyłam. - Może nie była to całkowita prawda, ale wolałam, żeby Wendy nie wypytywała mnie o nic więcej. Weszłam do środka domu Meg i usiadłam na jednej z kanap. Na całe szczęście goście nie mieli wstępu do środka więc mogłam tutaj spokojnie odetchnąć. Kiedy spoczęłam na kanapie miałam ochotę się rozpłakać, ale powstrzymywałam łzy w sobie. Dlaczego to właśnie ja musiałam mieć takiego pecha? Walnęłam pięścią w poduszkę, żeby ukoić choć trochę nerwy. Wtedy właśnie drzwi się uchyliły i do środka wszedł... ON!

__________________________________
Wiem, że w rozdziałach jest strasznie mało Niall'a, ale jestem pewna, że później pojawi się go nieco więcej :) Miło mi, gdybyście komentowali rozdziały bo to motywuje mnie do dalszego pisania. Ten blog jest pisany z myślą o was więc doceńcie to bo tego opowiadania nie piszę sama dla siebie :P Przy okazji zapraszam do zakładki "Informowani" x

3 komentarze:

  1. Super !! Chce więcej !!!TERAZ <333

    OdpowiedzUsuń
  2. JEst to świetne czekam na więcej ;D


    MAlinowaaa

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ciekawy blog. Czemu nie dodajesz rozdziałów? Bardzo chętne przeczytam następny. :)

    OdpowiedzUsuń