Pierwsze promienie słońca dostały się do mojego pokoju stanowczo za wcześnie. Czułam wyraźnie na swojej twarzy ciepło słoneczne przebijające się przez szklaną szybę. Natychmiast sięgnęłam po poduszkę, żeby zakryć nią swoją twarz. Ulga nie potrwała zbyt długo. Z dołu dało się słyszeć wołanie mojej mamy, która już od kilku godzin krzątała się w kuchni i tylko przeszkadzała mi w pierwszym odpoczynku tegorocznych wakacji.
- Caren, wstawaj już. Twój brat zdążył pojechać do sklepu, a ty nadal śpisz. Pamiętasz chyba, że dzisiaj wprowadza się nasz nowy sąsiad. Musimy powitać go tak jak należy. - Słyszałam wyraźnie jak jej głos zbliża się coraz bardziej w moim kierunku. Wcale się nie pomyliłam. Kilka sekund później jej mała pięść zaczęła łomotać w drewniane drzwi sypialni. Z moich ust wydobyło się coś na kształt warknięcia. Nie byłam w stanie wypowiedzieć nic więcej. Wyślizgnęłam się powoli z jeszcze ciepłej, pachnącej morską bryzą kołdry i skierowałam kroki swoich bosych stóp w stronę szafy. Dobrych kilka minut stałam tak i wpatrywałam się w półki z ubraniami. W końcu zdecydowałam nałożyć obcisłe czarne szorty z ćwiekami na tylnych kieszeniach oraz luźny, biały T-shirt. Z takim zestawem w dłoniach poszłam do łazienki by wziąć szybki prysznic. Miałam nadzieję, że zimna woda pozwoli mi chociaż trochę zmyć ze mnie tą senność, która nadal znajdowała się na moich powiekach i nie pozwalała normalnie żyć. Przystanęłam na wprost lustra, związując przy okazji blond loki w niedbałego koka. Dopiero po tej czynności wślizgnęłam się pod prysznic, odkręcając kurek z zimną wodą, czułam jak lodowate strużki wody błądzą po moim nagim ciele. Było to dosyć przyjemne uczucie, które poniekąd koiło moją duszę. Po szybkiej kąpieli wydostałam się z kabiny i szybkim ruchem nałożyłam na siebie wcześniej wybrane ubrania z mojej garderoby. Po raz kolejny spojrzałam w lustro, wypadałoby choć odrobinę potraktować oczy makijażem. Z tą myślą sięgnęłam do kosmetyczki po mascarę, którą jak najdokładniej wytuszowałam czarne rzęsy. Ten lekki makijaż zawsze podkreślał błękit moich tęczówek. Z szerokim uśmiechem, odsłaniającym mój aparat ortodontyczny mrugnęłam do siebie zalotnie. Nigdy nie miałam kompleksów więc takie ruchy wcale nie były mi obce. Zatrzasnęłam drzwi do łazienki i wychodząc z pokoju, sięgnęłam po swojego czarnego iPhone'a, który charakteryzował się mocno rozbitym wyświetlaczem, schowałam go do tylnej kieszeni spodenek. Chyba byłam gotowa na powitanie pierwszego dnia wakacji. Kiedy miałam wysyłać SMSa do jednej z moich przyjaciółek, przypomniałam sobie słowa matki: "(...)dzisiaj wprowadza się nasz nowy sąsiad. Musimy powitać go tak jak należy." Chciałam spędzić ten dzień w towarzystwie moich znajomych, a nie z wyłysiałym czterdziestolatkiem, który zapewne nie ma żony. No cóż, najwidoczniej moje plany jak zwykle musiały zejść na dalszy plan. Powoli zeszłam na dół i usiadłam na jednym z taboretów na wprost mojej matki, która piekła w spokoju ciasteczka na przybycie nowego mieszkańca naszej ulicy.
- A wiesz może kiedy ten facet ma zamiar się tu pojawić? Bo oprócz "Wielkiego Powitania" chcę spędzić dzisiejsze popołudnie u Megan, a jeśli ten ktoś zniszczy moje plany do końca to obiecuję, że nie będzie miał spokojnego życia w tym miasteczku. - Powiedziałam dosyć głośno i wyraźnie jakby to moja mama była tym nowym sąsiadem. Gdyby faktycznie to ona nim była to jestem pewna, że już dawno moje ręce zacieśniły się na jej szyi. Nigdy nie byłam agresywnym osobnikiem, ale nie lubiłam jak ktoś nagle zmieniał moje plany. Przez ten fakt byłam niemal pewna, że nie polubię się z Panem-Jestem-Nowy-W-Mieście. Pod nosem wyrzuciłam z siebie jeszcze kilka przekleństw i odruchowo sięgnęłam po jabłko, które leżało na wprost mnie. Taki już miałam zwyczaj, że kiedy się denerwowałam to musiałam jeść i tak też było w tym przypadku. Odgryzłam duży kęs owocu i rzuciłam mamie wyczekujące spojrzenie. Po kilku chwilach raczyła mi odpowiedzieć.
- Już od blisko miesiąca mówiłam ci, że to dzisiaj ma się wprowadzić. Dlatego mogłaś przesunąć swoje spotkanie z Megan. Poza tym takie powitanie na pewno nie będzie trwało długo zwłaszcza przez fakt, że pewnie on sam będzie chciał pobyć trochę w swoim nowym domu. - Chyba była przekonana, że te słowa miały mnie pocieszyć. Jednak nie zdążyłam jej nic odpowiedzieć bo do moich uszu dotarł odgłos auta, wjeżdżającego na podjazd przy sąsiednim domu. Moja mama natychmiast sięgnęła po ciasteczka i ułożyła je na jednym z ozdobnych talerzy, przy czym od razu wręczyła mi je do ręki bo niby to właśnie ja miałam go częstować tymi przysmakami. Przewróciłam jedynie oczami i zaraz za swoją matką ruszyłam do drzwi wyjściowych. Pierwsze co zrobiłam to oczywiście odwrócenie spojrzenia w stronę sąsiadującego z nami budynku. Ku mojemu zdziwieniu z czarnego auta wcale nie wysiadł podstarzały facet, lecz chłopak z dwa albo trzy lata starszy ode mnie. Ledwie powstrzymałam się od szerokiego otwarcia buzi. Temu kolesiowi nie brakowało nic - był przystojny, wysoki, a ten jego uśmiech był niesamowicie zniewalający. Kolana ugięły się pode mną i gdyby nie moja mama stojąca obok jestem pewna, że straciłabym panowanie nad sobą. Kobieta, którą zwykłam nazywać matką ruszyła z szerokim uśmiechem przyczepionym do twarzy w stronę chłopaka o jasnych włosach. Ruszyłam zaraz za nią, zatrzymałyśmy się jakieś dwa metry przed nim.
- Dzień Dobry. Witamy w Devon. Od teraz będziesz naszym sąsiadem. Jestem Stephanie, a to moja córka Caren. - Jak zwykle musiała być przeraźliwie miła co tylko wywołało rumieńce na mojej twarzy kiedy wypowiedziała moje imię w stronę nieznajomego. Chłopak wyszczerzył się głupkowato, jednak nawet taki tandetny uśmieszek w jego wykonaniu był cudowny. Nie wiedząc co ze sobą zrobić przybliżyłam się do niego o kilka kroków i wręczyłam mu talerzyk ciastek, który przyjął ze skinięciem głową.
- Moja mama sama je piekła. Mam nadzieję, że będą ci smakować. - Powiedziałam przyjaźnie i delikatnie się uśmiechnęłam, dołeczki jednak i tak miały szansę zagłębić się w moich policzkach. Dopiero wtedy nasz nowy sąsiad zechciał odezwać się słowem jakby czekał na moje przyzwolenie.
- Miło mi was poznać. Jestem Niall. - Wyciągnął w moim kierunku rękę, którą oczywiście uścisnęłam. W tym samym momencie kiedy nasze ręce się stykały poczułam przyjemny dreszcz przechodzący wzdłuż mojej ręki aż do samego kręgosłupa. Staliśmy już tak dobrych kilka minut, nawet moja mama zdążyła pożegnać się z chłopakiem. Jednak dziwne uczucie w moim ciele nie pozwalało mi puścić ręki blondyna.
- P... Przepraszam. - Powiedziałam niepewnie, wyrywając rękę z jego uścisku i drapiąc tył swojej głowy. Jak oparzona cofnęłam się do tyłu. - Wiesz gdzie mieszkamy więc jak już zjesz ciastka to przynieś nam talerzyk. To ulubiona porcelana mojej mamy. - Uśmiechnęłam się niemrawo i udałam się w kierunku drzwi frontowych swojego domu. Kiedy przekroczyłam próg mieszkania na mojej twarzy pojawił się rumieniec jeszcze większy od tego, który objawił się chwilę temu na podjeździe. W tamtej chwili wiedziałam, że mnie i chłopaka będzie łączyło coś więcej niż tylko stosunki czysto sąsiedzkie.
____________________________________________
No i mamy prolog opowiadania :) Liczę na to, że będziecie komentować te moje tandetne wypociny. Wiem, że do dobrego pisania jeszcze wiele mi brakuje, ale mam nadzieję, że chociaż nieliczni docenią moje opowiadanie ;) Do następnego w takim razie :D
Jeśli chcecie być informowani o kolejnych rozdziałach to piszcie swoje nicki w komentarzach przy poście Informowani :D
świetny *.* Informuj mnie na bieżąco: @yep_1309
OdpowiedzUsuńRównież zapraszam cie na mojego bloga: 1dmrshoran.blogspot.com
Pisz dalej ;)
Przepiękne !!! Chce więcej ! Teraz !!! @PatkaAgatka13
OdpowiedzUsuńCałość zapowiada się dosyć ciekawie, zobaczymy jak akcja się rozwinie. Wydaje się to przewidywalne, choć kto wie, może mnie czymś zaskoczysz. :D
OdpowiedzUsuńŻyczę weny podczas pisania, pozdrawiam.
xx
Świetny prolog. Mam nadzieje że często będziesz dodawać rozdziały. :)
OdpowiedzUsuń